wtorek, 09 marca 2010
szczenśliwościowo
chciałam się jedynie podzielić faktem, iż zdałam pierwszą turę maratonu udręk matematycznych, czyli trygonometrię i planimetrię mam już za sobą <3
jestem bardzo uradowana z powyższego faktu, ale przejęta zarazem tym, iż maj lowerboj poległ na planimetrii, cóż, zdarza się, ale mam nadzieję, że Ci się uda i będzie słodko hi hi
napaliłam się na alicję w krainie czarów ; o
i dżony <serce>
i pan paweł też <serce>
btw notki małej, kobiety w glanach moga być tak samo pociągające jak kobiety w kilometrowych szpilkach, tak myślę, w sumie mam taką głęboką nadzieję.
niedziela, 28 lutego 2010
szloch.
jeszcze 2 godziny i ferie będę miała już dokumentnie za sobą.
wolne upłynęło mi w miarę przyjemnie, na spotkaniach ze znajomymi, tymi bliższymi i dalszymi.
parę spraw zostało sprostowanych, ale tez kilka uległo obrotowi o jebane 180 stopni, co może cieszyć, ale niekoniecznie musi, zawsze medal ma dwie strony, nieprawdaż?
moje życie w te ferie stało się tak dziwne, że nie umiem się teraz nawet określić.
nie wiem, co się stało ze mną, z moimi uczuciami, które tak łatwo lokuję w osobach, które może i są ich warte, ale jednak bezpieczniej i znacznie prościej byłoby, gdyby nie wiedziały, co dzieje się we mnie, w mojej głowie i w czymkolwiek odpowiadającym za uczucia wyższe.
na domiar złego zdałam sobie dzis sprawę, iż bardzo wyidealizowałam postawy ludzi, z którymi obcuję.
ich słowa, czyny były na mnie czymś arcyboskim.
teraz kryją się w nich pierwotne instynkty, które mnie krzywdzą.
bolą mnie Twoje słowa, naprawdę.
abstrahując od moich jakże psychologicznych wywodów,
w czasie wolnym, który własnie dobiega końca pokłułam sobie usta.
mam w nich teraz cudownego verticala, moje nowe maleństwo, jest prześliczny.
btw, dawno nie byłam z siebie dumna, ale ostatnio, tzn. przy przebijaniu poczułam, iż jestem w chuj twarda, hemofobia mnie nie rozpieprzyła na łopatki, ot co.
jutro po szkole lecę po szałwię, aby mój nowy nabytek był najlepszy na świecie, hi hi.
chcesz, abym była zazdrosna.
powinieneś się cieszyć, że nie sprawdzam Cię na każdym kroku,
to znaczy, że mam zajebiste zaufanie, którego najwidoczniej nie doceniasz, a szkoda.
środa, 09 grudnia 2009
grudzień jest zły.
od poprzedniej notki nic sie praktycznie nie zmieniło.
szkolna powtórka z rozrywki mnie dopierdala strasznie, l-4 u nauczycieli to największe przekleństwo jakie mogło mnie teraz dopaść.
gdy patrzę na moje oceny i uświadamiam sobie, iż będą one na świadectwie maturalnym, mam ochotę ze sobą definitywnie skończyć, pociesza mnie jedynie myśl, że mam przy sobie ludzi podobnych do mnie, i co najlepsze podobnych nie przekonaniami, nie subkulturą, ale czymś tak niematerialnym i wspaniałym, że kiedy o tym myślę robi się jaśniej, naprawdę.
następną sprawą, którą chciałabym bardzo mocno naznaczyć emocjonalnie jest fakt, iż za 2 długie dni spełni się jedno z moich marzeń.
najlepsza polska kapela zagra w mojej jebanej mieścinie, a ja będę na tym koncercie, choćby nie wiem co.
KAT, mistrz słów, przekazu i mistycyzmu.
poezja w czystym wydaniu.
już teraz wiem, że łzy będą nieodłącznym elementem towarzyszącym mi w ten piątek.
ja bilet już mam, jutro idziemy z Górczusiem po szkole po bilety dla niej, Oli i Darusia.
ah, jestem taka niewiemjaka, nie umiem tego wyrazić słowami.
abstrachując, skończyłam z fizycznością w tej chorej postaci ;)
aaa, i Najlepszy poszedł do ycd, cóż, jak Nie Wro to Kraków,
musi się dostać, przecież jest gwiazdą, moją gwiazdą <3
kocham Pawła Pitasa, który jest jebanym dzieckiem słońca i nie wiem co bym bez niego zrobiła <3 kocham nad życie.
pozdrawiam i całuję z tego miejsca człowieka, który skłonił mnie do napisania w końcu na tym blogu, czyli Kabaka ;*
sobota, 14 listopada 2009
życie płynie własnym rytmem.
chciałabym by nieco zwolniło.
odrobinę.
tak bym mogła zdążyć.
móc podopinać wszystko na ostatni guzik,
bez obaw, bez zbędnych refleksji.
jak na razie się pogubiłam.
ludzie mieszają.
ludzie prostują.
ludzie nie wiedzą czego tak naprawdę pragną.
ja też nie wiem.
ale przynajmniej w jakimś tam stopniu moje niezdecydowanie ukrywam.
niedziela, 01 listopada 2009
reżyserka i aktorka w jednym.
Przejebanie jest przyjąć w końcu do wiadomości,
że jest się pierdolonym mięczakiem.
Zawsze zgrywałam twardą, wredną sukę z żelaznymi zasadami.
Lubiłam to.
Z czasem zaczęłam sobie wmawiać, że taka właśnie jestem.
Ale pozory to chujnia, serio.
Prędzej czy później uświadamiasz sobie, że przez cały czas grasz.
Nawet Twoje myślenie, poglądy i inne kurestwa są wyimaginowanym szitem.
Tworzysz pozornie doskonałą sztukę,
dopracowujesz każdy, nawet najmniejszy szczegół,
ubierasz, malujesz, upinasz włosy.
Wychodzisz na scenę i odkrywasz, że jesteś sama ze sobą.
Nikt nie patrzy, nie licząc tych paru wścibskich gossipowych oczu.
Tak, to błazenada z bardzo kiepską aktorką pierwszoplanową.
niedziela, 18 października 2009
coś długo mnie nie było.
myślałam parę razy nad tym, aby napisać tu cokolwiek, lecz doszłam do wniosku, że to 'cokolwiek' okazałoby się najzwykleszym, pustym bełtem.
poza tym nic ciekawego by tu nie wniosło.
także piszę teraz, dziś.
za jakieś pół godziny będę wsiadać w busa, po paru minutach wyląduję na zaszczutym sikorniku, by uczcić imieniny mojej ciotki, za którą jakoś szczególnie nie przepadam, ale cóż, mus to mus.
teraz czas na wiadomości z ubiegłego tygodnia, a mianowicie:
małgorzata pokazała się w tym tygodniu, w szkole tylko raz i to na 3 godziny lekcyjne,po których stwierdziła, że ciekawiej będzie w domu, przed monitorem, z czekoladą w ręku.
jednakże jej plany powiodły się połowicznie, iż wylądowała w domu,przed monitorem, ale z towarzyszem u boku.
we wtorek egoistyczna małgorzata zdała sobie sprawę, że jest chora, jednak miała na tyle siły, aby spotkać się z osobami, które mogą ją skutecznie dowartościować, mianowicie z częścią klasy 'b' z sp. nr. 23 w gliwicach.
spotkanie udało się znakomicie, powiedzmy, że poszło po mojej myśli.
poznałam tak przesympatycznego człowieka, że nawet sobie tego nie wyobrażacie, moi kochani.
do wyżej wymienonego pojechałam nazajutrz, z dwoma innymi samcami.
było yyy miło.
to by było na tyle.
powiem Wam jedynie, że osobnik, którego niedawno poznałam namieszał mi strasznie w głowie i nie wiem co z tymże fantem mam zrobić.
bardzo nie lubię tego uczucia bezradności.
wprost nienawidzę.
lecę do cioteczki, odbębnię wymaganą obecność, nawpierdalam się i wrócę do domu.
siądę przed komputerem i dokończę wolf's rain, po czym zacznę 3 odcinek skinsów.
sid jest w porządku, naprawdę.
monik dżordżowy konik <3
już jest <spoko>
czwartek, 17 września 2009
nic ciekawego się nie dzieje.
przygotowania do wycieczki klasowej trwają, wielkie plany i jeszcze większe pretensje.
cóż, tak to już wygląda, nic z tym nie mogę zrobić.
jeżeli chodzi o sytuację w domu - bez zmian.
siostra się zaczęła odzywać.
szczerze powiedziawszy zaniepokoiła mnie strasznie.
nawet nie chcę myśleć o jej chorobie, dopiero teraz, po jakichś 2 godzinach od naszej rozmowy, dochodzi do mnie fakt, że jest poważnie chora.
stwierdzić mogę, że za moją rodziną zapierdala cholerne fatum.
oglądnęłam 'grobowiec świetlików', skłania do reflekcji i wyciska łzy przy oglądaniu.
poniedziałek, 14 września 2009
początek
nie pierwszy, nie ostatni.
Kolejny blog mojego autorstwa,
zapewne nie będzie się różnił niczym od pozostałych,
które zakładałam z wielką nadzieją i porzucałam po paru dniach.
Z tym nie wiążę jak na razie żadnych uczuć, czas pokaże.
Nie będę się przedstawiać i pisać tego typu bzdur, bo to bezcelowe.
Tego bloga piszę dla siebie, dla możliwości wyrzygania wszystkich wyższych uczuć
i bycia, w pewnym sensie, czystą.
Będzie on dostępny tylko dla osób, które stoją wysoko.
Miły akcent na koniec.
Chylińska - Nienawidzę.
|
|